Ultraliberalizm uber alles

Zaczęło się. Kodeks pracy (najcenniejszy element liberalnej polityki wszystkich postkomunistycznych rządów) zostanie zmieniony. Po lobbowaniu na bankietach i spotkaniach Tusk i jego partia ma teraz bardzo ważną dla establishmentu misję do spełnienia. Muszą uelastycznić niewygodne dla pracodawców przepisy.

A więc:
- z kodeksu pracy ma zniknąć „zakaz zastępowania umów o pracę umowami cywilnoprawnymi”. Pracownik będzie mógł być podnajmowany, a nie zatrudniany na stałe. Pracodawcy będą mogli zawierać kontrakty na wykonywanie jakiś prac, ale gdy nie będą z tej pracy zadowoleni, nikt nie ukarze ich za zwolnienie pracownika z dnia na dzień. (bez umowy o pracę nikt nie zapłaci za pracownika składek ZUS).
- nowy kodeks ma ograniczyć prawa Państwowej Inspekcji Pracy.
- do tej pory, gdy podwładny szedł na zwolnienie lekarskie, szef musiał płacić 80 procent wynagrodzenia pracownika przez 33 dni. Teraz ten okres zostanie skrócony do 14 dni, a po dwóch tygodniach pracownik będzie miał prawo do zasiłku chorobowego.
- zakaz zwalniania osób w wieku przedemerytalnym bez konsultacji z przedstawicielami załogi zostanie zniesiony.
- ciężarna, która została z byle powodu zwolniona, nie będzie mogła starać się o przywrócenie jej do pracy.

Pomysłodawcy projektu zmian twierdzą, że nowe przepisy mają dotyczyć tylko małych firm, które zatrudniają do dziewięciu osób. Jednak takich firm jest w Polsce aż 3,5 miliona. Jest więc o co zacierać ręce.

Alexis de Tocqueville:
„[...] prawie wszyscy robotnicy mają jakieś zasoby, które pozwalają im odmówić wykonywania pracy, jeśli nie otrzymają godziwego wynagrodzenia. W wiecznej wojnie o wysokość zarobków, jakie toczą między sobą te dwie klasy, siły są więc podzielone i zbliżone są szanse obu stron na zwycięstwo. Można nawet przypuszczać, że w końcu zwycięży interes robotników, ponieważ wyższe zarobki które udało im się już zdobyć, czynią ich coraz mniej zależnymi od właścicieli, im bardziej są zaś niezależni, tym łatwiej przychodzi mi wywalczenie dalszych podwyżek.”

Ah ci robotnicy. Nie dość, że chronią ich niewugodne dla interesów plutokracji prawa to na dodatek mogą dyktować warunki „bezbronnym” pracodawcom, poprzez swoją finansową niezależność. Zgroza. Trzeba więc poluzować tą socjalną śrubę, a całą władzę oddać w ręce wybrańców, bogów, herosów tego wspaniałego „wolnego rynku”. Szanse się więc wyrównają, a bezmyślna masa nie będzie stawiać warunków na świetej ziemi – własności prywatnej panów.

A tak swoją drogą: z niecierpliwością czekam, aż dorzucą zapis mówiący o tym, że pracodawca powinien być zwolniony z obowiązku wypłaty wynagrodzenia pracownikom. To byłaby dopiero sprawiedliwość, która uderzyłaby w tych paskudnych, komunistycznych leni ;)

Polskie społeczeństwo zapewne łyknie, iż służy to wspólnemu dobru, ponieważ pracodawca lepiej wie kto pracuje dobrze, a kto wogóle nie pracuje, więc dla obiboków nie byłoby finansowego wynagrodzenia :)

Ale na poważnie, stawiajam puente:
Brak samorządności w strukturach społecznych, ataki liberalnej propagandy oraz potępienie ze strony części społeczeństwa oraz przedstawicieli opinii publicznej wszelkiej radykalnej krytyki systemu ekonomicznego oraz politycznego, spowodowało że mamy społeczeństwo takie jakie mamy – bezkrytyczne, zuniformizowane oraz podatne na medialne manipulacje rzeczywistością.

Przeczytaj także:
Neoliberalizm – na to nas nie stać

Przeczytaj także:

Brak komentarzy.