Co z tą „Solidarnością”?
Polecam wywiad z Jarosławem Klebaniukiem w artykule Z dawnej „Solidarności” pozostał tylko szyld i aparat. Poniżej najciekawsze jego wypowiedzi.
Proszę zwrócić uwagę, że większość z 21 postulatów sierpniowych miało charakter ekonomiczny. Owszem, pojawił się jeden czy dwa postulaty odnoszące się do wolności słowa, ale większość dotyczyła takich kwestii, jak podwyżki, nadążanie płac za wzrostem cen etc. To były tak naprawdę egalitarne, wręcz socjalistyczne postulaty. Dziś, patrząc z perspektywy, można powiedzieć, że zryw 1980 roku nie był zrywem wolnościowym, ale walką o wprowadzenie prawdziwego, oddolnego socjalizmu, w którym ludzie mieliby rzeczywisty wpływ na to, co się dzieje w gospodarce, wpływ na własne zakłady pracy. Osiągnięciem tamtego okresu nie była zmiana ustroju państwa, a jedynie rejestracja sprawnie działającego, niezależnego związku zawodowego, a ten z definicji walczy o cele ekonomiczne.
Myślę również, że większość przystępowała do związku z powodów konformistycznych, dlatego, że wszyscy tak robili. Nie wiązała się z tym jakaś szczególna aktywność. A już na pewno nie mieli ochoty obalać systemu czy nawet walczyć z nim.
Pamięć o tamtych czasach zachowujemy dzięki archiwalnym zdjęciom czy filmom. Na nich rzeczywiście widzimy tłumy idące w demonstracjach, razem śpiewające niepodległościowe pieśni, ale to tylko chwile uniesień. Czy z tym wiązało się zjednoczenie? Poczucie wspólnoty w tym jednym, konkretnym momencie – tak. Zjednoczenie 10 milionów ludzi, którzy mieliby stać się wspólnotą – nie. To nadinterpretacja taka sama jak ta, że Polacy są społeczeństwem katolickim. Nawet jeśli ponad 40 procent deklaruje się jako osoby wierzące i chodzące do kościoła, to jeśli zapytać je o wiarę w niepokalane poczęcie czy w istnienie diabła – czyli tak naprawdę dogmaty wiary – trudno uzbierać choćby kilka procent.Członkowie pierwszej „Solidarności” odeszli od swoich postulatów. To, co się stało ze związkiem po roku 1989, było analizowane wielokrotnie – pisał o tym Karol Modzelewski, pisał David Ost, wskazujący, jak liderzy związku zawodowego stawiającego lewicowe postulaty doprowadzili do wprowadzenia w Polsce dzikiego kapitalizmu. [...] W 1980 roku można było naprawdę wiele rzeczy wynegocjować, jednak „Solidarność” wybierała rozwiązania konfrontacyjne. Używanie strajku jako elementu szantażu wobec władzy ograniczyło pole do rozmów i doprowadziło ostatecznie do wprowadzenia w Polsce stanu wojennego. To, niestety, przejaw naszej mentalności. Współczesne badania psychologiczne wykazują, że ci z nas, którzy nie akceptują zastanego porządku społecznego, częściej przejawiają wiarę w życie jako grę o sumie zerowej: jeśli my wygrywamy, to nasz rywal musi przegrać, jeśli nam się coś nie udaje, to dlatego, że ktoś zyskuje naszym kosztem. Porozumienie, współpraca, wspólne szukanie rozwiązań obustronnie korzystnych przy takim podejściu nie jest możliwe. I jeśli w ten sposób myślimy również o życiu publicznym, to konfrontacja musi być naturalnym sposobem rozwiązywania wszelkich sporów. Tak też zapewne było przez 16 miesięcy między sierpniem 1980 a grudniem 1981 roku.
Nie zapominajmy, że Okrągły Stół był inicjatywą rządową. To nie było tak, że to „Solidarność” wyciągnęła rękę do negocjacji. To osoby wierzące w porozumienie i potrafiące rozwiązywać sytuacje konfliktowe, takie jak prof. Janusz Reykowski, odegrały zasadniczą rolę w doprowadzeniu Okrągłego Stołu do szczęśliwego finału. Wydaje mi się, że „Solidarność” miała piękny początek w 1980 roku, a potem zbyt dużą rolę zaczęły odgrywać ambicje polityczne jej liderów.
Sięgając po władzę w roku 1989, przywódcy „S” zapomnieli o tym, o co walczyli dziewięć czy osiem lat wcześniej. Szokowe wprowadzenie kapitalizmu i bierna postawa działaczy związkowych, którzy mało skutecznie bronili pracowników, także w zakładach pracy, sprawiły, że szeregi związku zaczęły topnieć. Dziś, w 20 lat po transformacji, Polska znacznie bardziej niż w 1980 r. jest krajem, w którym obserwujemy narastające rozwarstwienie społeczne. Ale ludzie przestali wierzyć w skuteczność związków zawodowych. Nie wierzą, że to właśnie one są w stanie im pomóc. Jeśli dodamy do tego fakt, iż w wielu zakładach pracy jest problem z zarejestrowaniem związku, to mamy odpowiedź na pytanie, dlaczego są one dzisiaj słabe.



